Poznajcie mój najnowszy gadżet: MacBook Pro 13.3”.
Zwie się Capri. Idealny komputer podręczny.
Ma duszę Cali’ego (dane zostały przeniesione). Z tym, że jest Pro.
Pro wszystko!
Aluminiowa obudowa wycięta z jednego kawałka. Srebrny połączony z czarnym. Detektor zmierzchu (podświetlana klawiatura). Snow Leopard. Przezwyczajenia do gestów i skrótów – miłe uczucie.
Capri kojarzyć może się jedynie pozytywnie:
- włoska wyspa na Morzu Tyrreńskim w Zatoce Neapolitańskiej, a zarazem główna miejscowość na wyspie – ciepło, spokojnie, słonecznie, czego chcieć więcej,
- spodnie 3/4 też jedynie na ciepłe chwile,
- przy uruchomieniu przywitał mnie przyjemny błękit, aż chciało się krzyknąć Capri,
- Jordan Capri (pamiętam ją sprzed 6 lat),
- Tyberiusz.
Jedyne kiepskie skojarzenie, które przychodzi mi do głowy to pewna marka pseudo-soków, napojów. Jednak, gdy pomyślę sobie ile przyjemności sprawia zimna, z lodem oraz z cząstką cytryny i małą parasolką szklanka napoju w tak gorącym miejscu, jak Capri. Nawet to skojarzenie zmienia swoją postać.
Capri Cobalt to ona. CC w skrócie.
Bezpiecznie w IceShell’u.
















Tą losową grafikę w górnej cześci bloga weź ustaw nieco ostrożniej… Ja też lubię piękno… no ale nie koniecznie takie i konicznie wtedy gdy go sobie nie życzę…!!!
W dodatku nie masz ograniczenie wiekowego na blogu wiec wiesz. pozdr.